Rozmowa z Markiem Cieślakiem, prezesem Bionanoparku, byłym wiceprezydentem Łodzi

Michał Frąk: Chciałbym, żebyśmy zaczęli tę rozmowę od gospodarki. Jest pan osobą, która za jej rozwój odpowiadała przez wiele lat – najpierw jako prezes Łódzkiej Specjalnej Strefy Ekonomicznej, potem jako wiceprezydent miasta. Jak dzisiaj ocenia pan ekonomiczny rozwój Łodzi? Możemy zacząć od słynnego opracowania firmy McKinsey, za namową którego do Łodzi zaczęto ściągać tzw. biały montaż, czyli montownie wielkich producentów AGD i RTV. Dzisiaj słyszy się głosy narzekania, że to nisko płatne miejsca pracy.

Marek Cieślak: W sytuacji, kiedy to pracownicy na rynku pracy rozdają karty, łatwo się mówi, że montownie są niepotrzebne. Ale proszę przypomnieć sobie, jak było 20 lat temu. Gospodarka Łodzi to była jedna wielka monokultura przemysłu tekstylnego, w dodatku chwiejącego się w posadach. Wtedy słowo dywersyfikacja było odmieniane przez wszystkie przypadki, tylko nikt nie wiedział, jak do niej doprowadzić.

Pozostało 86% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej