To była pierwsza ciąża Agnieszki. Wyczekana, wymarzona. Przez 9 miesięcy dbała o siebie, jak mogła. Chodziła na badania do prywatnych gabinetów. – Chciałam mieć pewność, że zrobiłam, co mogłam dla dobra dziecka. Przez całe dziewięć miesięcy wszystko było dobrze  – opowiada.

Trauma porodu

19 czerwca 2013 roku, w 39 tygodniu ciąży, zaczął się poród.  Zadzwoniła do położnej, która kazała przyjechać do szpitala. – Wszystko było zaplanowane. Miałam rodzić naturalnie. Już wcześniej wybrałam szpital w Kutnie, bo tam miałam najbliżej. Dziecko było zdrowe, więc byłam spokojna – opowiada.

CZYTAJ TAKŻE: Czy szpital w Kutnie to umieralnia?

Na Oddziale Ginekologiczno-Położniczym Kutnowskiego Szpitala Samorządowego wykonano badania. O  godz. 11 wszystko było jeszcze w porządku. Lekarz kończył właśnie dyżur. Kiedy kolejny sprawdził stan Agnieszki koło godz. 14, sytuacja była już całkiem inna. Oksytocyna poza normą, zielone wody płodowe. Mimo to lekarz upierał się, żeby urodziła naturalnie.

Pozostało 80% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej