Luiza ma ułożone blond włosy i dyskretny makijaż. Nową torebkę. Dobre buty. I świetne dzieciaki. Trzyletni Kacper właśnie zaczął chodzić do przedszkola. Oliwia ma dwa lata i już sama się rozbiera. Dwumiesięczny Nikodem jest taki grzeczny, że dwie inne bezdomne kobiety z dwunastometrowego pokoju, w którym mieszka Luiza z dziećmi, wcale się na niego nie skarżą. – A jak gdzieś muszę wyjść, to chętnie z małym zostają. Ze starszymi dzieciakami też – mówi Luiza. – Jak szłam rodzić Nikodema, to jednej z mieszkanek schroniska musiałam notarialnie wystawić upoważnienie, że może się zająć Kacprem i Oliwką.

Pozostało 87% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej