Na początku roku władze Łodzi przedstawiły szczegóły pomysłu na metamorfozę Włókienniczej. Zrujnowane kamienice miały zostać oddane w ręce cenionych - także poza granicami Polski - przedstawicieli street artu. – Zdecydowaliśmy, że będzie to przestrzeń nietuzinkowa, bardzo kreatywna i wizjonerska – podkreślała prezydent Hanna Zdanowska.

W związku z tym, że w Łodzi murali nie brakuje, zakres prac na ul. Włókienniczej miał być o wiele szerszy. Na elewacjach miały pojawić się m.in. płaskorzeźby, ceramika, barwione szkło, mozaiki i artystyczne instalacje. Dzięki temu ulica, którą dziś większość stara się omijać szerokim łukiem, miała stać się ulicą, na którą większość chce się wybrać.

Kontrowersyjny plan podzielił mieszkańców. Nie brakowało zarzutów o tandetę i kiczowatość. W przekonywaniu do pomysłu nie pomogły też wizualizacje, przedstawiające elewacje w krzykliwych kolorach.

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej