Marek służył krótko. Jako kursant zarabiał 1939 zł netto. Potem 2300 zł. Za wynajem mieszkania płacił 1500 zł. Na życie zostawało kilka stów. Rok temu urodziło mu się dziecko. Żona szybko wróciła do pracy. Zarabia 3200 zł w fabryce uszczelek. Ma wolne weekendy. O równy tysiąc więcej zarabia też jego kolega, który ma tylko gimnazjalne wykształcenie. Soli czipsy w podłódzkim zakładzie. Marek pierwsze lata spędził, zabezpieczając pochody, marsze, miesięcznice. - Raz sierpem, raz młotem czerwoną hołotę! – huczało w głowie, kiedy zasypiał po powrocie z akcji w stolicy. Był też na MOP-ie w Krzyżanowie, gdzie do walki szykowało się pół tysiąca kiboli. Marek odszedł z policji. – Może to jednak nie było powołanie – mówi. – Kto mądry chciałby ryzykować własnym zdrowiem za 2400 zł, znosząc nieustanny brak szacunku. Jak będę w przyszłości tłumaczył córce, co znaczy CHWDP wymalowane na ścianie bloku?

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej