Jak mówi Krzysztof Balcer, przewodniczący łódzkiego zarządu terenowego policyjnych związkowców, pod adresem naczelnika padają dwa zarzuty. Pierwszy to zmuszanie policjantów do sztucznego nabijania statystyk, w tym wystawiania „bezsensownych” mandatów. Drugi, który ściśle wiąże się z pierwszym, to mobbing.

CZYTAJ TAKŻE: Dokuczają, wyśmiewają i obrażają. Czy w łódzkiej policji jest mobbing?

„Nie będziemy nabijać statystyk”

O sytuacji opowiedziało nam kilku policjantów. Tłumaczą, w jaki sposób kreują określone wyniki w statystykach.

– Na przykład postępowanie umarza się pod koniec miesiąca, a potem rozpoczyna od początku – wyjaśniają. Jak mówią, to tylko biurokratyczna zagrywka. Najbardziej denerwuje ich co innego – wystawianie mandatów skierniewiczanom bez najmniejszej ich zdaniem potrzeby. 

– Jeśli danego dnia wystawiłeś ich za mało, znaczy, że się obijałeś. Nie wolno nam stosować  pouczeń, nawet gdy chodzi o błahe sprawy – mówi anonimowy mundurowy.  Twierdzą, że naczelnik kazał im pracować według zasady: daj mi człowieka, a znajdę ci paragraf. 

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej