W poniedziałek po południu Wojewódzka Stacja Ratownictwa Medycznego w Łodzi wydała komunikat, jakiego w historii łódzkiego pogotowia nie było: że pacjenci muszą się spodziewać opóźnień w przyjeździe karetki.

„Od 5 czerwca patrole łódzkiej Straży Miejskiej nie przejmują już od pogotowia ratunkowego osób pod wpływem alkoholu, które wymagają jedynie doprowadzenia do wytrzeźwienia. Zmusza to zespoły ratownictwa medycznego do samodzielnego transportowania pijanych osób do izby wytrzeźwień. To z kolei może stać się przyczyną wydłużenia czasu oczekiwania na udzielenie pomocy osobom, których zdrowie i życie jest zagrożone.” – czytamy w komunikacie.

Koszmar ratowników!

– Jak się o tym dowiedzieliśmy? Przypadkowo, gdy 5 czerwca dyspozytor zgłosił oficerowi straży miejskiej, że jest człowiek upojony, który nie wymaga przewiezienia do szpitala – mówi Justyna Widerska, szef dyspozytorni Wojewódzkiej Stacji Ratownictwa Medycznego w Łodzi. – W takich sytuacjach do MOPiTU [Miejskiego Ośrodka Profilaktyki i Terapii Uzależnień, pełniącego funkcję izby wytrzeźwień – red.] wiozła upojonego straż miejska. Tamtego dnia od oficera usłyszeliśmy, że na mocy rozporządzenia komendanta straży miejskiej, które właśnie zostało wydane, strażnicy nie będą już tego robić. Od tamtego czasu próbowaliśmy kilka razy. Konsekwentnie odmawiają współpracy w tej materii.

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej