Na początku było książkowo. Dobre wyniki, wyznaczony termin porodu na 23 kwietnia. W 26. tygodniu ciąży kontrolne USG. - Nagle słyszymy od lekarza, że Ksawery ma przepuklinę przeponową. Najpierw był szok, a potem wszystko potoczyło się jak lawina - opowiada Kinga, mama Ksawerego.

ZOBACZ TAKŻE: Karolina miała dziurę w sercu wielkości śliwki. Lekarze z Matki Polki usunęli ją bez operacji

Pierwszy dylemat

U dziecka z przepukliną przeponową nieprawidłowo rozwija się przepona, przez co narządy z jamy brzusznej przemieszczają się do klatki piersiowej i uciskają płuca i serce. Wada jest często śmiertelna.

Kingę od razu przewieziono do szpitala w Warszawie. Trzeba było zrobić operację prenatalną (w łonie matki). Specjaliści mieli wszczepić specjalny balon do tchawicy płodu, dzięki któremu płuca mogłyby się rozwijać.

- I przyszedł pierwszy dylemat. Zabieg wiązał się z dużym ryzykiem poronienia, a jednocześnie nieprzeprowadzenie go mogłoby spowodować, że dziecko nie przeżyje. Czasu na zastanawianie się nie mieliśmy, decyzję trzeba było podjąć już - opowiada Kinga.
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej