– Niektórzy przechodnie wyrażali aprobatę dla naszych postulatów, ale nie wszyscy. Pewien pan w wulgarny sposób opisał nas jako prowokatorów. Stwierdził, że powinniśmy się cieszyć, że nikt nas nie pobił za to, co robimy. Była też pani, która dziwiła się, że dostrzegamy wartość w życiu z chorobą. Jesteśmy przekonani, że każde życie jest cenne. Bronimy życia tych, którzy są bezbronni, którzy są najsłabsi – tłumaczy na stronie fundacji Paweł Adamiak, wolontariusz fundacji Pro – Prawo do Życia w Łodzi, działacz Prawicy RP.

Wszystko działo się w sobotę, 21 lipca, około godz. 17 w Łodzi, ale fundacja Pro – Prawo do Życia podobne akcje prowadzi od lat w całej Polsce. 

Szpital im. Madurowicza w Łodzi to niejedyna placówka, pod którą można było oglądać drastyczne zdjęcia przy okazji takich akcji. Fundacja informuje, że tego samego dnia swoją wystawę rozstawiła także w Piotrkowie Trybunalskim i Pabianicach. Jednak  akcja pod Szpitalem im. Madurowicza skończyła się doniesieniem na policję.

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej