Agnieszka Urazińska: Co się dzieje na oddziale?

Dr dr Jacek Rzepecki, toksykolog z Instytutu Medycyny Pracy w Łodzi: – Masakra. W ubiegłym roku mieliśmy 600 zatrutych, w tym już 500, a większość z tego – nie bójmy się powiedzieć – to ofiary dopalaczy. U nas nikt nie umarł. Zatrutych udało się odratować, choć wielu z trudem i dopiero po kilku dniach intensywnego nadzoru.

ZOBACZ TAKŻE: "Nowy narkotyk zbiera żniwo" - twierdzi pogotowie. Już 10. ofiara dopalaczy w Łódzkiem

Coś się ostatnio zmieniło, jeśli chodzi o objawy zatruć dopalaczami?

– Zdecydowanie. Mamy już w tej materii dziesięcioletnie doświadczenie i z uwagą rejestrujemy, jak te używki działają na ludzi. Do tej pory większość powodowała nadmierne pobudzenie, opowiadałem nieraz o tym, jak odurzeni stają się wszechmocni, zaczynają zachowywać się jak bestie, dostają przypływ wielkiej siły, gryzą, kopią, majaczą. Teraz zauważyliśmy, że wielu naszych pacjentów ma utratę przytomności i problemy z oddychaniem. To stało się nagle, w ciągu ostatnich dwóch tygodni.

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej