22 maja 2017 roku. Do redakcji „Wyborczej” dzwoni czytelniczka. Anna W., mieszkanka wsi Anielin w gminie Łanięta, prosi, żebym napisała o księdzu, który zepsuł jej życie. Opowiada, że od lat związana jest z parafią pod wezwaniem Wniebowzięcia Najświętszej Maryi Panny w Łaniętach. Dawnej pracowała tam w ogrodzie, w czasie rekolekcji gotowała dla księży.

ZOBACZ TAKŻE: Wyborcza na osiedlach. Kanapa, hamaki, lampiony. Pomiędzy blokami z wielkiej płyty powstało podwórko z duszą

Wszystko miało zmienić się, gdy w 2012 roku proboszczem został ks. Robert A. Na początku ich kontakty były świetne. Anna, w ramach wolontariatu, zajmowała się wyglądem kościoła. Dekorowała ambony, przystrajała filary i świeczniki.

Szło jej tak dobrze, że w 2015 roku postanowiła się przebranżowić. Rzuciła zawód kucharki, skończyła kurs florystyki, z konta wyciągnęła oszczędności, wywalczyła dotację i otworzyła kwiaciarnię Gamma przy ulicy Spokojnej w pobliskich Strzelcach. W ofercie oprócz świeżych kwiatów „florystyka komunijna, ślubna, funeralna, pogrzebowa, eksperymentalna, dekorowanie kościołów” – czytam na wciąż istniejącym Facebooku firmy.

Biznes działał niecałe dwa lata. Według Anny upadł przez ks. Roberta, który miał robić przytyki, do tego, że Anna jest rozwiedziona. Podobno powiedział jej w końcu, że w kościele rozwódka pracować nie powinna.

ZOBACZ TAKŻE: Partyjny kolega Jarosława Gowina zostanie kanclerzem Politechniki Łódzkiej

– Sam mieszka pod jednym dachem z rozwódką. Ludzie powinni się o nich dowiedzieć – przekonuje kobieta.

– Dziękuję pani za telefon, ale nie jestem zainteresowana prywatnym życiem proboszcza – odpowiadam.

Pozostało 86% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej