„ŁÓDZKI UKŁAD ZAMKNIĘTY – OSZUKALI ŁODZIAN, ZRUJNOWALI ŁÓDŹ” – krzyczał billboard z poprzedniej kampanii wyborczej. Między tymi słowami pojawiły się cztery nazwiska: Kropiwnicki, Kopcińska, Tomaszewski i Zdanowska. Za skrajnie negatywną kampanią stał SLD. – Chcemy pokazać, że wyborcy od 12 lat wybierają tę samą prawicową ekipę. My jesteśmy alternatywą. Oni oszukali łodzian, a ja ich wysłucham – tłumaczył Tomasz Trela, ówczesny kandydat Sojuszu na prezydenta.

Cztery lata później sytuacja wygląda zgoła odmiennie. SLD tworzy z PO koalicję, Hanna Zdanowska jest prezydentem, Trela jej zastępcą, a polityczni rywale zamienili się – przynajmniej formalnie – w najbliższych współpracowników.

Efekt jest taki, że Trela Zdanowskiej już nie krytykuje, lecz ją chwali. Oszustów w PO już nie ma, są tylko w PiS. A Sojuszowi w koalicji tak dobrze, że – choć miał nie dać się wchłonąć – zrezygnował z wystawienia własnych kandydatów na prezydenta i do rady. Bo woli firmować komitet obecnej prezydent.

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej