Tego samego dnia ciało zostało przetransportowane w okolice Stawów Jana i ukryte pod liśćmi. Okazuje się, że 20 października pod budynek przy ulicy Żeromskiego wezwana została taksówka. Przedstawiciel korporacji, która obsługiwała kurs, powiedział TVN24, że pod wskazany adres wysłany został doświadczony, dobry kierowca, który od wielu lat bez zarzutu wypełnia swoje obowiązki.

 Zadowolony, że wraca do domu

Pod kamienicą na taksówkę czekał obywatel Gruzji, który miał sporo bagażu. Kierowca pomógł mu załadować torby do bagażnika. Jak się później okazało, w jednej z nich było ciało Pauliny. Klient miał powiedzieć taksówkarzowi, że skończył pracę zarobkową w Polsce i wraca do ojczyzny. Był z tego faktu zadowolony. Zamówił kurs w okolice Stawów Jana, gdzie – jak powiedział – czeka na niego kolega. Po wszystkim zapłacił gotówką. Śledczy ustalili, że miasto opuścił około godz. 18,  a następnego dnia nad ranem przekroczył granicę z Ukrainą.

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej