Przypomnijmy. 15 grudnia około godz. 17.40 policjanci zostali wezwani do jednego z mieszkań przy ulicy Przemysłowej na łódzkich Bałutach. Chodziło o pomoc kobiecie, która upadła i nie mogła podnieść się z podłogi. Od kilku dni miała leżeć w zamkniętym od środka mieszkaniu. Do wnętrza dostali się policjanci i strażacy.

Wybuch na Bałutach

Kobieta poprosiła policjantów o przyniesienie z drugiego pokoju telefonu, lekarstw i dokumentów. 

- Tam policjanci zauważyli poustawiane na segmencie metalowe pojemniczki. Były zamknięte i nie można było dostrzec, co jest w środku. Uwagę funkcjonariuszy zwrócił również stojący na parapecie wazonik wypełniony substancją przypominającą cement. Takie same przedmioty ujawniono na balkonie - relacjonuje Krzysztof Kopania, rzecznik Prokuratury Okręgowej w Łodzi. 

Funkcjonariusz podniósł jeden z wazoników. Wtedy doszło do eksplozji. Do szpitala trafiło pięć osób: dwóch policjantów, dwóch strażaków i 62-letnia lokatorka mieszkania. W najgorszym stanie znajdował się 35-letni policjant. 

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej