Odwiedzających łódzkie targi książki witała w sobotę pieśń „My, pierwsza brygada” w wykonaniu dziecięcym. Wątek patriotyczny przeplatał się niezbyt szczęśliwie z powiewem świąt Bożego Narodzenia (jak wiadomo, jeśli Polacy kupują książki, to pod choinkę). Ekspozycja wydawnicza płynnie przeszła w targi „Mikołajek”, a książki zastąpiły azjatyckie skarpety, szklana biżuteria i ceramiczne figurki, np. krasnale. Może to i dobrze, bo gdyby tej części wystawienniczej nie było, przestrzeń w Hali Expo trzeba by było jeszcze bardziej zmniejszyć, bo organizatorom udało się zaprosić do Łodzi tylko 60 wydawców.

Gdzie ci wydawcy?

W zasadzie sukcesem jest już to, że ósmy Salon Ciekawej Książki w Łodzi w ogóle się odbył, bo losy tej edycji łódzkich targów książki długo się ważyły. W tzw. międzyczasie Międzynarodowe Targi Łódzkie zamieniły się w MAKiS (Miejska Arena Kultury i Sportu), a ekipa organizująca SCK od pierwszej edycji zmieniła pracę. Obudzono się pół roku temu, kiedy na sprowadzenie poważniejszych firm wydawniczych - a przede wszystkim zaproszenie znanych autorów - było już za późno. W efekcie w miarę dobrze reprezentowane były wydawnictwa specjalizujące się w literaturze dla dzieci (w tym liderzy segmentu - Nasza Księgarnia i Media Rodzina), ale już znaczących oficyn literackich zdecydowanie zabrakło.

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej