Na ławie oskarżonych zasiedli Robert N. (40 lat) oraz Piotr K. (40 lat). Obydwaj  – według prokuratury – zamieszani są w produkcję i sprzedaż nielegalnych materiałów wybuchowych. 

15 grudnia 2017 roku około godz. 17.40 policjanci zostali wezwani do mieszkania przy ulicy Przemysłowej na Bałutach. Chodziło o pomoc kobiecie, która upadła i nie mogła podnieść się z podłogi. Do wnętrza dostali się policjanci i strażacy. Kobieta poprosiła ich o przyniesienie z drugiego pokoju telefonu, lekarstw i dokumentów. - Tam policjanci zauważyli poustawiane na segmencie metalowe pojemniczki. Ich uwagę zwrócił też stojący na parapecie wazonik wypełniony substancją przypominającą cement i zanurzoną w niej szklaną lufką. Takie same przedmioty zauważyli na balkonie. Funkcjonariusz podniósł jeden z wazoników. Wtedy doszło do eksplozji.

Do szpitala trafiło pięć osób: dwóch policjantów, dwóch strażaków i 62-letnia lokatorka mieszkania. Wszyscy byli poparzeni, mieli problemy ze wzrokiem i słuchem. W najgorszym stanie znajdował się 35-letni policjant. Mundurowy stracił palec, walczy o odzyskanie sprawności dłoni, która na zawsze pozostanie zdeformowana. Strażak do dziś jednym okiem widzi tylko światło.

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej