Iwona Karaś, kierowniczka Specjalistycznego Ośrodka dla Ofiar Przemocy przy ul. Franciszkańskiej, przyjmuje nas w sali terapeutycznej. Tu mają miejsce terapie rodzinne, leją się łzy, topnieją serca, pada dużo ciężkich słów. W oknach kolorowe zasłony, na kanapach świeże obicia, a ściany niedawno odmalowano na jasnoszaro.

- Trafiają do nas osoby, które są naprawdę mocno poturbowane przez los - opowiada.

- To najczęściej kobiety z dziećmi, które w swoim życiu miały piekło.
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej