Bo lekarz na izbie przyjęć jest jeden. Przyjmuje dzieci przesyłane przez lekarzy z innych szpitali o niższym stopniu referencyjności oraz te, które zdaniem lekarza pierwszego kontaktu nie mogą być leczone w domu i wymagają bardziej intensywnej opieki. Zajmuje się też dziećmi, które do "Matki Polki" są przywożone karetkami przez ratowników medycznych. - Każde dziecko powinno być dobrze zbadane, każdemu należy poświęcić czas. Jak to robić, gdy w korytarzu kłębi się tłum? - zastanawia się dr Ziółkowski.

Na przeziębienie nie trzeba szpitala

- Ludzie mylą nocną i świąteczną opiekę medyczną z izbą przyjęć w naszym szpitalu - mówi. - Problem narastał od jakiegoś czasu, a teraz osiągnął chyba apogeum! Ile my się natłumaczymy, że my takiego punktu nie mamy. Są w pobliżu. Tam przyjmuje nawet po trzech lekarzy. 

ZOBACZ TAKŻE: Leżą w szpitalu aż do śmierci. Staruszkowie w Łodzi

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej