Tak spektakularnej kradzieży w Łodzi nie było od dawna. 19 lipca 2017 roku na ulicy Senatorskiej zaparkował mercedes włoskiej firmy jubilerskiej. Kierowca oraz pracownik weszli do pobliskiego zakładu na spotkanie biznesowe. Auto stało tuż pod oknami budynku. Nie minęła godzina, gdy z samochodu znikł kruszec złota, sztabka  złota, torby wypełnione biżuterią, karty kredytowe i debetowe włoskich banków oraz gotówka: 75 tys. euro i 120 tys. zł. Łączna wartość strat to 641 tys. zł.

Tajna informacja w ubikacji 

Świadkiem kradzieży miała być kobieta, która powiedziała policji, że widziała, jak kulejący mężczyzna w rękawiczkach wynosi towary bez żadnego problemu. Mężczyzna działał tak sprawnie, że nie wzbudził podejrzeń. Mundurowi namierzyli sprawców. To mieszkający we Wrocławiu Marcin D. i Ryszard Ć.

Obaj zostali skazani nieprawomocnym wyrokiem Sądu Okręgowego w Łodzi w listopadzie 2018 roku: D. na trzy lata więzienia, a Ć. na dwa i pół roku. Nakazano im też zwrócenie 621 tys. zł. To byłby koniec sprawy, gdyby nie to, że w trakcie procesu Marcin D. wyjaśnił, że informację o tym, że mercedes pełny biżuterii będzie zaparkowany przy ulicy Senatorskiej, przekazał mu... jego kierowca – Rafał R. (42 lata). To on miał namówić go na skok.

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej