Jerzy Walczyk: Do tej pory rzadko pan strzelał gole w pierwszej lidze. Na razie ma pan na koncie trzy, ale ten z Wartą był chyba najładniejszy.

Lukas Bielak: Jego uroda to w pewnym sensie zasługa Daniela Ramireza, który idealnie zagrał piłkę w tempo na środek boiska.

Była tam luka, dlatego bez wahania mocno uderzyłem, będąc w pełnym biegu. Myślałem, że bramkarz Warty obroni, ale tak się nie stało. Dotknął piłkę tylko palcami.

To był najładniejszy w pana karierze?

– Właśnie tylko takie strzelam (śmiech).

Można to wyćwiczyć na treningach?

– Nie. Trener Kazimierz Moskal na odprawie przedmeczowej powiedział, abyśmy starali się więcej strzelać z dystansu. Jak nadarzyła się okazja, stąd moja błyskawiczna decyzja. Uważam, że w spotkaniu z Wartą zagrałem poprawnie. Mam nadzieję, że w każdym kolejnym meczu będzie w mojej grze coraz więcej jakości.

Wprawdzie spotkanie zakończyło się wynikiem 3:0 dla ŁKS, ale nie było to łatwe zwycięstwo, o czym świadczy fakt, że Michał Kołba zasłużył na tytuł piłkarza meczu.

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej