Laura za pomoc przy doktoracie płaciła w hotelowym pokoju. Agnieszka, pilnując wnuków promotorki. Mateusz gotówką, a Andrzej, wprowadzając opiekuna naukowego na polityczne salony.

Rozmowa z dr Katarzyną Dawidowicz, autorką książki „Koszmar doktoratu”.

Blanka Rogowska: Mówi się, że teraz byle kto może mieć doktorat, że robią go ludzie bez pomysłu na siebie, że stopień się zdeprecjonował.

Dr Katarzyna Dawidowicz: Nie rozumiem takich opinii. Ja, moi znajomi i bohaterowie książki zdecydowaliśmy się na doktorat, żeby się intelektualnie wzbogacić, zbadać temat, który nas fascynował, zapewnić sobie lepszą pracę. Poświęciliśmy temu kilka lat. To czas po prostu wyjęty z życia, bo doktoratu nie napisze się na kolanie, pracując nad nim godzinkę, dwie po pracy. Tyraliśmy tak naprawdę na dwa etaty, choć ten drugi był praktycznie bezpłatny. Ładny mi „brak pomysłu na siebie”.

Pozostało 92% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej