O zdarzeniach, do jakich miało dojść w środowy wieczór tuż po zakończeniu drugoligowego meczu Widzewa z Radomiakiem, w szczegółach pisze portal radom24.pl. „Wszystko działo się kilka minut po zakończeniu meczu. Do loży [w której mecz oglądali goście z Radomia – przyp. red.] z okrzykami: „Pachołki Legii”, „Kto z Radomiaka wyp...ać”, „Tu rządzi Widzew”, wpadło około dziesięciu mocno zbudowanych ludzi w barwach Widzewa. Niektóre relacje mówią, że jeden z nich rozbił butelkę, grożąc zebranym tzw. tulipanem” – relacjonują dziennikarze z Radomia.

Dodają, że niedługo potem jeden ze sponsorów Radomiaka został kilkakrotnie uderzony przez najbardziej agresywnego napastnika. Miała polać się krew. Wezwano pogotowie. – Byłem w epicentrum tego zdarzenia – mówi „Wyborczej” Filip Świerczyński, pracownik Radomiaka. – Kibice, a raczej kibole, wpadli do loży VIP, w której byliśmy. Wyzwali nas, zostaliśmy z niej wyrzuceni. Jeden z gości został uderzony w twarz, było podejrzenie złamania nosa. Czuliśmy się zagrożeni i chodzi mi o zagrożenie zdrowia i życia, bo napastnicy mieli w rękach tzw. tulipany, czyli rozbite szklane butelki. Więcej nie chcę mówić, na pewno wydamy stosowny komunikat w tej sprawie. Czy działacze Widzewa nam pomogli? Pozostawię to bez komentarza… Radziliśmy sobie sami.

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej