Chcesz dostawać mailem serwis z najważniejszymi informacjami z Łodzi? Zapisz się na nasz bezpłatny newsletter.

W ramach wstępu wspomnienie z początku kampanii wyborczej: Joanna Skrzydlewska, której ponoć obiecywano pierwsze miejsce na liście, a która po tym, jak "jedynką" został Marek Belka, spadła na miejsce drugie, ostatecznie zajmuje miejsce trzecie. "Dwójką" Koalicji Europejskiej został wtedy Paweł Bejda z Polskiego Stronnictwa Ludowego - zdawało się: rozsądne uzupełnienie góry listy o kandydata, który mógł zawalczyć z PiS-em o wieś. W końcu i Belka firmowany szyldem Sojuszu Lewicy Demokratycznej (mimo że formalnie nie jest już członkiem partii), i Skrzydlewska z Platformy Obywatelskiej to kandydaci celujący w elektorat miejski.

Wybory do europarlamentu 2019. Jak jest, każdy widzi

Efekt? Jak wynik wyborów do europarlamentu 2019 wygląda w kontekście oczekiwań wyborców KE przypominać nie trzeba. Prawo i Sprawiedliwość wygrywa z KE 45 do 38 procent w kraju i 47 do 38 procent w regionie łódzkim. Na Belkę zagłosowało najwięcej wyborców w całym województwie, bo ponad 182 tys., na Skrzydlewską - prawie 104 tys., na Bejdę - niecałe 28 tys. Hanna Zdanowska - prezydent Łodzi, ale też szefowa PO w regionie - zapytana przeze mnie o to, czy w kontekście tego wyniku wysunięcie kandydata PSL na drugą pozycję na pewno było dobrym pomysłem, odmówiła komentarza. Pewnie, że gdyby Bejdy na liście KE nie było, wówczas koalicja te 28 tys. głosów by straciła. Nie wiadomo jednak, czy gdyby PSL poszedł do wyborów osobno, nie odebrałby PiS-owi więcej.

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej