– Przyjeżdżamy na wezwanie. A tu nora. Brudno. Śmierdzi. Mężczyzna ma ponad 80 lat. Leży we własnych odchodach, odwodniony, głodny. Zawozimy go do szpitala. Po jakimś czasie mamy wezwanie do tego samego pacjenta. Jest w jeszcze gorszym stanie – opowiada Kamil Martyniak, ratownik medyczny z łódzkiego pogotowia. – Zdecydowana większość zgłoszeń dotyczy ludzi po 80. roku życia. Przerażająca samotność, bieda i brak opieki medycznej dla seniorów to codzienność. Dla wielu z nich karetka jest jedyną szansą na szybką pomoc. Ale my nie zastąpimy geriatry.

Nie doczekają szpitala

Szacuje się, że do 2035 roku co czwarta osoba w Polsce będzie miała więcej, niż 65 lat. Jeszcze sześć lat temu 80-latkowie stanowili niespełna cztery procent naszego społeczeństwa, a w 2050 roku będzie ich niemal 11 procent.

 – W całej Polsce jest 900 łóżek geriatrycznych. To mniej, niż potrzeba w samej tylko Łodzi i okolicach, gdzie mamy ich jedynie 30 – mówi prof. Kostka. – Codziennie w klinice geriatrii mamy po kilka telefonów z innych szpitali z prośbą o przyjęcie pacjenta. Często, zdecydowanie za często, musimy odmawiać – mówi prof. Kostka. – Łóżka stawiamy na korytarzach. Oddział załadowany po sufit. To często ludzie w bardzo ciężkich stanach, z odleżynami, infekcjami. Położenie innej osoby w sali z takim pacjentem byłoby równoznaczne z wyrokiem śmierci. Nie możemy chorych narażać. My ich mamy przecież leczyć!

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej