Sobota wieczór. Słychać ich już daleka. Kilkunastu motocyklistów pędzi trasą Łódź Górna. – Siedzimy sobie przy grillu z sąsiadami. Warkot jest taki, że przestajemy rozmawiać. Tak jest co weekend – mówi pan Jan, mieszkaniec ulicy Zgodnej. 

Są i w centrum

- Co sobotę gram z kolegami w tenisa w parku im. Poniatowskiego. Robią mnóstwo hałasu, bo mają specjalnie podrasowane silniki. W biały dzień wyjeżdżają z alei Jana Pawła, zawracają przy dworcu i pędzą z powrotem. Gnają 200 km na godz. Samochody aż zjeżdżają na pobocze – opowiada pan Stanisław, czytelnik, który zadzwonił do „Wyborczej”.

Mężczyzna mieszka w bloku przy ulicy Pomorskiej 62. Twierdzi, że tam motocyklistów widuje równie często: 

Nawet nie czekają do wieczora. Pędzą przez centrum miasta. Rozpędzają się pomiędzy rondem Solidarności a placem Wolności.

Mężczyzna relacjonuje, że ostatnio na wysokości Lidla przy ulicy Pomorskiej motocyklista prawie wjechał w ludzi. Dodaje, że nie rozumie, dlaczego wielbiciele jednośladów nie wybiorą dróg na obrzeżach, tylko te w centrum miasta. Przypomina, że przy ulicy Pomorskiej są szkoły, budynki mieszkalne.

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej