Jerzy Walczyk: Dlaczego żużel?

Joanna Skrzydlewska: – To sprawka mojego taty, który namówił mnie, żeby pójść na zawody. Prezesem łódzkiego klubu był wtedy Andrzej Grajewski, a drużyna startowała pod nazwą Towarzystwa Żużlowego. Trafiłam na dobre spotkanie. Ryk silników, pełno emocji. Żużel to taki sport, który pokochać można od pierwszego wejrzenia. Tak było w moim przypadku.

CZYTAJ TAKŻE: Tajemnice motocykla żużlowego. Nie ma hamulców, nie ma skrzyni biegów i...

Dla niektórych to nudny sport. Jeździ się w kółko, czasami nawet gęsiego.

– Nieprawda. Żużel należy do nielicznych dyscyplin, które są nieprzewidywalne. To prawda, że jeździ się w kółko, do tego w lewą stronę, ale zawodnicy na prostej osiągają prędkość ponad stu kilometrów. Poza tym motocykle nie mają hamulców, czyli zagrożenie i ryzyko jest ogromne.

Ulubiony żużlowiec?

– Nie będę oryginalna. Tomek Gollob. Mam sentyment do Szweda Freddi Erikssona, naszego byłego zawodnika. Zawsze doskonale przygotowany, nigdy nie narzekał na sprzęt. Do toru też nie miał uwag. Siadał na motocykl i gnał do mety. Wygrywał. Żużlowcy często nie czują przywiązania do klubu, bo w jednym sezonie ścigają się nawet w trzech europejskich ligach. Dla Erikssona najważniejszy był Orzeł. I okazywał to.

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej