Bartłomiej Derdzikowski: Dopiero co skończyliśmy się pasjonować ligami europejskimi, Ligą Mistrzów, Ligą Europy, a zbliża się mundial…

Jan Tomaszewski: Mundial to coś więcej. Te wszystkie ligi, które pan wymienił, są każdego roku. Oczywiście są wspaniałe, ale trochę nam jednak spowszedniały. Mundial jest co cztery lata, czeka się na niego jak na wielkie święto. I jest jeszcze jedna ważna rzecz, dzięki której mistrzostwa świata górują nad rozgrywkami ligowymi – w ligach można rozegrać setki meczów, a nie zapisać się w historii swojego kraju. Real Madryt jest teraz najlepszą klubową drużyną świata, ale grają tam Hiszpanie, Portugalczycy, Walijczycy, Brazylijczycy, Francuzi. Z wygrania Ligi Mistrzów przez klub z Madrytu cieszyła się tylko połowa Hiszpanii, ale gdy piłkarze z tego kraju zdobywali mistrzostwo świata, to świętowali już wszyscy, także w stolicy. Nieważne, że gola w finale mistrzostw w RPA w 2010 roku strzelił Andrés Iniesta, ikona Barcelony. Zresztą tak jest w każdym kraju. Gdy Legia zdobywa mistrzostwo, to smucą się kibice Lecha i Jagiellonii. Ale reprezentacja wszystkich jednoczy.

Pozostało 88% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej