Co go przekonało? Szaliki. W pubie na ścianach, suficie wisi ich ponad 300. – I drugie tyle w domu, w szafie. Żona już nie raz mówiła, że mnie za te szaliki wymelduje – mówi Zbigniew Karolak, właściciel pubu.

Przeglądam różne publikacje w internecie, żeby dowiedzieć się, dlaczego to szaliki są tak ważnym atrybutem kibica. Dowiaduję się, że ich historia sięga połowy XIX wieku, tyle że podczas tych pierwszych piłkarskich potyczek, kiedy nie było jeszcze nawet najstarszej, angielskiej, federacji footballu, nosili je nie fani, ale piłkarze. Miały pomagać w odróżnianiu się sportowcom grającym w przeciwnych drużynach.

Odkąd piłka nożna zyskiwała na popularności, stały się jednak atrybutami kibiców. Miały wskazywać na identyfikację z ulubioną drużyną. Robiły je na drutach mamy, babcie… Nie wiem, czy to prawda, ale gdy przypomnę sobie lata 80. XX wieku, to historia ta wydaje mi się wiarygodna. Wtedy seniorki też robiły szaliki na drutach bądź szydełku, nie rozumiejąc, dlaczego doprowadzają wnuków do rozpaczy, gdy zamiast końcówki czerwonej ich dzieło miało białą, albo odwrotnie. Podobnie zresztą było z przypinanymi do mundurków szkolnych agrafek z plastikowymi, a może plastelinowymi kulkami, ale to już temat na inną historię.

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej