Czy narrator może przeklinać?

A skąd mam to, kurwa, wiedzieć? Całe dorosłe życie spędziłem na boisku, zresztą dużą część dzieciństwa także, więc skąd mam wiedzieć, czy może? Od dziesiątego roku życia, gdy mój cioteczny brat Darek stwierdził, że takich piłkarzy jak ja jest w Polsce na pęczki, każdą wolną chwilę poświęcałem, by przestać być pęczkiem jak tysiące innych i stać się pęczkiem wyjątkowym. Tak to wtedy rozumiałem. Nie żebym myślał o tym codziennie, ale wspomnienie tych słów powracało do mnie jak echo co kilka lat, gdy pokonywałem kolejne szczeble piłkarskiego rozwoju.

Kopałem piłkę przy trzepaku między blokiem a rozsypującymi się blaszanymi garażami, środek naszego boiska przecinał ruchliwy chodnik. Kiwałem się między drzewami przy przedszkolu – tylko my wiedzieliśmy, które z drzew na boisku to bramki, a których tak właściwie tam nie ma. Zdzierałem skórę z kolan na popękanym asfalcie przed szkołą, w końcu grałem też na luksusowym trawiastym boisku LZS Borowiec, gdzie kępa rosła na kępie i trzeba było uważać, by nie zaryć przy kopnięciu piłki; o przewidzeniu, gdzie ta się odbije, w ogóle nie mogło być mowy. Najpierw byłem stałym gościem na podrzędnych mazurskich stadionikach, zwiedziłem chyba wszystkie takie obiekty w okolicach Olsztyna. Potem, gdy jako osiemnastolatek przeniosłem się do Warszawy i superligi, poznałem wszystkie najważniejsze areny w kraju.

Pozostało 80% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej