Rozmowa z

Ryszardem Wiejskim,

najlepszym trenerem w historii polskiego rugby

Jarosław Bińczyk: Czuje się pan legendą 70-letnich Budowlanych? To pan 50 lat temu zakładał sekcję rugby.

Ryszard Wiejski: Byłem jedną z trzech osób, które doprowadziły do jej powstania. Zacząłem grać w 1961 roku, podczas studiów na AWF w Warszawie.

Początki przygody ze sportem?

– Do szóstej klasy w Ozorkowie, gdzie wychowywali mnie dziadkowie, nie miałem wuefu. Kiedy rodzice wrócili z Ziem Odzyskanych, zabrali mnie do Łodzi i zapisali do siódmej klasy. I dopiero tam miałem zajęcia sportowe. Trochę boksowaliśmy. Później dostałem się do liceum, gdzie była gimnastyka szwedzka, biegaliśmy po parku 3 Maja. Jeden z nauczycieli ciągnął nas do pływania, była siatkówka. Zobaczyłem kulturystę Jasińskiego i też chciałem mieć takie mięśnie, więc zacząłem trenować podnoszenie ciężarów. Postanowiłem, że pójdę na AWF. Dostałem się w 1960 roku. Jako potencjalny siatkarz.

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej