Witold Bańka, minister sportu, we wtorek wybrał się do Łodzi. Oficjalnie, by pomóc – oczywiście finansowo – w wymianie nawierzchni na jednym ze sztucznych boisk na stadionie ChKS, a naprawdę, by wesprzeć w kampanii wyborczej kandydata PiS na prezydenta miasta. Nie wiem, czy minister i kandydat zdawali sobie sprawę, że klubu na Chojnach nie da się wprost dofinansować, gdyż prawo nie przewiduje pomocy, gdyż – przepraszam za urzędniczą nowomowę – jest to podmiot całkowicie prywatny, co uniemożliwia przekazywanie dotacji wprost. Trzeba będzie obejść przepisy ogłaszając konkurs, cytuję prawniczkę, z którą konsultowałem ten przypadek, na przykład na wymianę sztucznej trawy, by poprawić szybkość u dzieci z okolic ulicy Kosynierów Gdyńskich.

– Infrastruktura sportowa nie ma barw politycznych – zakomunikował minister. Akurat w jego przypadku ma i to bardzo intensywne. Odkąd zmieniła się w Polsce władza, a Witold Bańka dostał nominację na ministra sportu, rządzona przez inną opcję polityczną Łódź jest konsekwentnie pomijana w dofinansowywaniu inwestycji z budżetu państwa.
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej