A – atmosfera. Podczas włoskiej części mistrzostw świata była znakomita. Okazuje się, że nie tylko w Polsce kibice potrafią świetnie dopingować i się bawić. Podczas półfinałów i spotkań o medale trybuny wypełniały się kilkunastoma tysiącami ludzi, nawet gdy Włosi pożegnali się już z turniejem. Co ważne, doping był bardzo głośny i spontaniczny. Miejscowi fani najbardziej wspierali Amerykanów i Brazylijczyków, ale gdy Polacy wygrywali z faworytami, dostali zasłużoną owację. Nasi siatkarze zawsze mogli liczyć na swoich kibiców. W Warnie liczyliśmy ich w tysiącach, w Turynie w setkach. Do Bułgarii przylecieli Polacy mieszkający na stałe m.in. w Australii i Nowej Zelandii.

B – Brazylia. W XXI wieku grała we wszystkich finałach mistrzostw świata. Trzy razy była najlepsza: w 2002, 2006 i 2010 roku, ale w dwa ostatnie spotkania o złoty medal przegrała z Polską. O ile cztery lata temu decydujący mecz był wyrównany, to teraz dominacja naszej drużyny była bardzo wyraźna, taka jak Brazylijczyków osiem lat temu w Japonii, kiedy pokonali Biało-Czerwonych 3:0.

Pozostało 88% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej