Bełchatowska drużyna na początku sezonu nie jest w wysokiej formie, czego efektem była porażka z Chemikiem Bydgoszcz i strata punktu z Treflem w sobotnim spotkaniu. Nie rokowało to dobrze przed wyjazdem do Gdańska, zwłaszcza że zdobywca pucharu Polski mógł już zagrać w najsilniejszym składzie, z Piotrem Nowakowskim, mistrzem świata, który z powodu choroby nie zagrał cztery dni temu.

Wlazły robi różnicę

Optymistyczne było to, że od początku mógł wystąpić już Mariusz Wlazły, mający kłopoty ze zdrowiem. I zrobił różnicę, co nie może dziwić, bo tak się dzieje od 16 lat, w czasie których gra w PGE Skrze. Grzegorz Łomacz nie kombinował, ale w trudniejszych momentach posyłał piłki do swojego kapitana, a ten zdobywał punkty. Dokładał też mocną zagrywkę, jako jedyny w zespole, bo jego koledzy nie mieli w tym elemencie dobrego dnia.

Lepiej niż dotychczas wypadł Artur Szalpuk, który dobry poziom utrzymał aż do połowy trzeciego seta. Dopiero wtedy po nieudanych akcjach zastąpił do Milan Katić, potwierdzając, że zasługuje na znacznie więcej szans niż dostawał w poprzednim sezonie.

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej