Jarosław Bińczyk: Jaki jest największy problem trenera drużyny prowadzącej w lidze przed ważnym meczem z PGE GKS Bełchatów?

Radosław Mroczkowski: Jest piątek, godz. 14.30, a ja nie wiem, gdzie będziemy trenować: na stadionie, gdzie powinniśmy w przeddzień meczu, czy na Łodziance. Nie wiem, czy pan zajmujący się trawą na głównej płycie zdąży ją skosić, czy nie zdąży, bo psuje się kosiarka. Czy zostaną namalowane linie, bo sprzęt jest podobno przy al. Unii [w końcu widzewiacy trenowali na Łodziance, choć należały im się zajęcia na stadionie - przyp. red.].

Apeluje pan, by nie stawiać piłkarzom pomników, bo główny cel wciąż przed nimi. Boi się pan, żeby nie zostali zagłaskani?

– Zapewniam, że my na pewno nikogo nie zagłaskamy. Inni mogą się bawić w zakłady, chwalić, jednak my mamy w głowach to, co powinniśmy, czyli najbliższy mecz. Na tym się koncentrujemy i to się udaje.

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej