Gdyby mecz Widzewa z Olimpią w Grudziądzu trwał dziesięć minut krócej, drużyna prowadzona przez Radosława Mroczkowskiego pobiłaby drugoligowy rekord, kończąc pierwszą rundę z dorobkiem 40 punktów. Niestety, w końcówce spotkania lider we frajerski sposób dał sobie wbić trzy gole i musiał zadowolić się wyrównaniem najlepszych wyników. Po trzech poprzednich sezonach zajmujące pierwsze miejsca na półmetku GKS Jastrzębie, Raków Częstochowa i Stal Mielec zdobyły po 37 punktów, tyle samo co widzewiacy. Dziś wszyscy są pierwszoligowcami, z aspiracjami na awans do polskiej elity. Co ważne, wszystkie utrzymały prowadzenie do końca rozgrywek.

Runda jesienna była dla Widzewa bardzo udana, choć obraz zburzyła trochę porażka w Grudziądzu. Ale 11 zwycięstw i cztery remisy muszą robić wrażenie, zwłaszcza gdy przypomnimy sobie trudne początki sezonu. Rozgrywki zaczęła przecież drużyna, której wzmocnieniami mieli być Sebastian Kamiński i Damian Paszliński. Pozostali – o czym trzeba przypomnieć – z trudem wywalczyli awans z trzeciej ligi, a przecież na początku brakowało Daria Krista, piłkarza dla Widzewa niezastąpionego, prawdziwego lidera.

Pozostało 88% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej