Szymon Bujalski: Kim dziś jest Merab Gabunia? Rugbistą, biznesmenem, społecznikiem, politykiem?

Merab Gabunia: Zaczynałem jako sportowiec. Rugby to większość mojego życia. Dzięki niemu zobaczyłem dużo świata i poznałem wielu przyjaciół. Przede wszystkim jestem więc rugbistą. Biznes czy polityka to rzeczy, z którymi od jakiegoś czasu chciałem się zmierzyć.

I w biznesie idzie ci chyba całkiem dobrze, bo Gruzińskie Wypieki są bardzo popularne. Dlaczego akurat piekarnia?

– Otworzyłem ją ze wspólnikiem. Od zawsze myśleliśmy o czymś takim, ale cały czas brakowało czasu, pieniędzy, możliwości. Gdy skończyłem grać w rugby, można było wrócić do tematu. A dlaczego piekarnia? Bo łodzianie lubią dobrze zjeść, a w Gruzji mamy dobre jedzenie. Uznaliśmy, że spróbujemy. W kuchni gruzińskiej używa się innych przypraw i składników, dlatego trochę się baliśmy, że ludzie odrzucą takie smaki. Ale okazało się, że je polubili. Wiem, że niektórzy przyjeżdżają do piekarni na Bałuckim Rynku nawet z Widzewa, Retkini czy Chojen. Często mówili, żebyśmy otworzyli następne gdzieś bliżej nich.

Pozostało 88% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej