Święta Bożego Narodzenia zawsze były w domu, z rodziną. Czasem zdarzały się pokazowe mecze 31 grudnia i powitanie Nowego Roku na boisku. W Wielkanoc dwa, może trzy razy w drugi dzień świąt trzeba było odejść od stołu, bo drużyna miała kolejny mecz w Pucharze Europy, ale to były wyjątkowe sytuacje. Nigdy w Boże Narodzenie.

Wełna spod lady

Początek lat 80. Po zakończeniu sezonu, kiedy pod stadionem Widzewa zamiast kibiców pojawiali się sprzedawcy choinek, a kolejki w sklepach jeszcze bardziej się wydłużały, wszyscy zawodnicy Widzewa zaczynali trzytygodniowy urlop. Przed świętami zanim rozjechali się po różnych częściach Polski, obowiązkowo szli jeszcze do pani Basi. W prowadzonej przez nią kawiarence przy stadionie, gdzie niemalże codziennie rano, jeszcze przed treningiem, przychodzili na śniadania, kawę, obiad, tym razem zasiedli przy Wigilii. Wszyscy razem, piłkarze, prezes, pracownicy klubu w swoim gronie. – Klub to była rodzina – uśmiecha się Krzysztof Kamiński, były piłkarz Wielkiego Widzewa 2-krotny mistrz Polski, 3-krotny wicemistrz Polski, zdobywca Pucharu Polski i półfinalista Pucharu Europy.

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej