PGE Skra ma najgorszy początek sezonu od kilkunastu lat, czyli od czasu, gdy zaczęła dominować w polskiej siatkówce. Bilans: sześć zwycięstw i aż pięć porażek nie zadowoliłby nawet plusligowego średniaka, a co dopiero aktualnego mistrza. Choć drużyna trochę się zmieniła, bo straciła Srećko Lisinaca, Bartosza Bednorza i Nikołaja Penczewa, ale przecież ich miejsce zajęli dwaj mistrzowie świata: Jakub Kochanowski i Artur Szalpuk.

Pierwsze niepowodzenia można było tłumaczyć tzw. wirusem FIVB, czyli zmęczeniem kadrowiczów po sezonie reprezentacyjnym. Ale od rozpoczęcia rozgrywek upłynęły prawie trzy miesiące, a lepiej wcale nie jest. Przeciwnie, jest gorzej, o czym świadczy porażka z GKS Katowice. Z takim rywalem przegrać można, ale nie w setach do 16 i 17. Zawodnicy narzekali na zmęczenie bardzo ciężkimi treningami po klubowych mistrzostwach świata. Trenerzy odpowiadają, że to była ostatnia okazja, by solidnie popracować przed następnymi meczami, m.in. w Lidze Mistrzów i z Zaksą Kędzierzyn-Koźle.

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej