Trwa fatalna passa mistrzów Polski. Po laniu z GKS Katowice teraz na PGE Skrze wyżył się Geenyard, znany wcześniej jako Noliko. Jeśli ktoś liczył, że w ciągu tygodnia drużyna przejdzie przemianę, to przekonał się, że w sporcie takie rzeczy się nie zdarzają. Mówił o tym kiedyś Mariusz Wlazły, po finałowym turnieju Ligi Mistrzów w Berlinie.

Było źle i jest źle

Bełchatowianie jak grali źle, tak grają. Żaden z zawodników nie pokazał w Belgii pełni swoich możliwości, żaden nie uniknął błędów, jakie na tym poziomie nie powinny się zdarzyć, nie było żadnego elementu, w którym goście byliby lepsi od przeciwników. Siatkarze PGE Skry grali falami. W pierwszym secie atak trzymał Wlazły, później lepsze momenty mieli Artur Szalpuk i Milad Ebadipour. Lecz tylko momenty... Widać, że cały zespół jest tak zestresowany, że odbiera im to zdolność do chłodnej analizy. A stan zawodników pokazuje aż osiem błędów w ataku. Normalna Skra tyle popełniała w trzech czy nawet w czterech meczach. Żadnego pożytku nie przyniosły podwójne zmiany w końcówce, ale szkoleniowiec uparł się, żeby je robić.

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej