Po pozyskaniu Adama Radwańskiego Widzew ma już w składzie sześciu młodzieżowców. Rywalizację mógłby jeszcze zwiększyć Kamil Antonik, o którego stara się Widzew. Jak już pisaliśmy, łódzcy działacze gotowi są zapłacić za skrzydłowego Resovii.

Dwa razy więcej niż latem

Rzeszowski klub wycenił swojego gracza na 250 tys. zł, co według fachowców jest kwotą nie do zaakceptowania, zwłaszcza że za pół roku Antonikowi kończy się kontrakt. Wtedy będzie mógł odejść tylko za koszty wyszkolenia, które wyniosą 46 tys. zł. Widzew zaoferował 100 tys. zł, ale odzewu nie ma.

Przy Piłsudskiego 138 podkreślają, że nawet nie można negocjować, gdyż w Rzeszowie nie odbierają telefonów ani nie odpowiadają na maile. Próbowaliśmy też dodzwonić się do Wojciecha Zająca, szefa sekcji piłkarskiej. Bez powodzenia. Być może brak reakcji ma związek z ofertami z innych klubów. A takie są, co potwierdza Daniel Weber, menedżer Antonika. 

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej