Tego, co dzieje się w bełchatowskiej drużynie, nie można już nawet nazwać pechem, ale kataklizmem nieszczęść. Do Berlina nie pojechał leczący uraz barku Mariusz Wlazły. Artur Szalpuk, zmagający się z urazem mięśnia dwugłowego, był w składzie, ale tylko w charakterze statysty, żeby klub nie zapłacił kary za brak 12 zawodników. Niezdolni do gry są też Robert Milczarek (choć był w Niemczech) i Patryk Czarnowski. W Polsce musiał też zostać Fiel Rodriguez, więc skład uzupełniał młody Hubert Węgrzyn. Jakby tego było mało, na wtorkowym treningu staw skokowy skręcił Kamil Droszyński. Jedynym rezerwowym był więc Milan Katić.

Teppan się przełamał

Kłopoty zmobilizowały jednak bełchatowian, którzy zaczęli mecz bardzo dobrze. Pod nieobecność największych strzelb, jakimi są Wlazły i Szalpuk, Grzegorz Łomacz musiał wykreować innego lidera w ofensywie. Mógł jak zawsze polegać na środkowych, zdobywających punkt za punktem, mimo że przeciwnicy wiedzieli, że do nich pójdzie piłka. Wreszcie jednak przełamał się Renee Teppan, dotąd najbardziej zawodzący w PGE Skrze. Estończyk w pierwszym secie miał 67 proc. skuteczności, a w drugim – o 3 proc. więcej. Co ważne, bardzo dobrze radził sobie w trudnych sytuacjach.

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej