Jerzy Walczyk: Odlicza pan już godziny do meczu z Garbarnią Kraków?

Kazimierz Moskal, trener ŁKS: Oczywiście, bo przecież to ostatnie dni przed inauguracją wiosny. Piłkarze pracują już w typowym cyklu meczowym i spokojnie czekam na pierwszy gwizdek sędziego.

Dla klubu i pana jest to szczególny sezon. ŁKS po prawie dekadzie ma szanse powrotu do ekstraklasy, a przy okazji może pan zaliczyć pierwszy w karierze trenerskiej awans do najwyższej klasy.

Przecież zawsze walczy się, aby zająć jak najwyższe miejsce na koniec rozgrywek. Nie ukrywam, że celem jest powrót do ekstraklasy.

Jesienią zgromadziliśmy sporo punktów, dlatego jesteśmy teraz w gronie drużyn, które będą się liczyć w walce o awans.

Jest pan zadowolony z przebiegu zimowych przygotowań i z tego, co w sparingach pokazali pana podopieczni?

– Nawet jakbym nie był, to powiem, że jestem. Zrobiliśmy wszystko, co mieliśmy zaplanowane, z wyjątkiem może sparingu z Zagłębiem Sosnowiec. W planie były dwa mecze, lecz nie z naszej winy rozegraliśmy tylko jeden. Obawiałem się nieco zgrupowania w Turcji, bo w tym okresie pogoda nie była zbyt korzystna dla trenujących. Mieliśmy sporo jednak szczęścia, bo deszcz padał tylko jednego dnia i to w godzinach, w których nie trenowaliśmy. Gdy jechaliśmy na zajęcia, przestało padać i bez problemów było można trenować.

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej