Wyobraźcie sobie państwo, że ktoś funduje wam luksusowe auto. Wyposażone we wszystko, czego dusza zapragnie: mocny silnik, wszystkie systemy bezpieczeństwa itp. Brakuje tylko dwóch rzeczy: zimowych opon i... pieniędzy na benzynę. Fundator szczyci się, że wydał kilkaset tysięcy, zrobił komuś przyjemność, ale jedyna korzyść z luksusu jest taka, że można na niego popatrzeć i ewentualnie posiedzieć w garażu, zmieniając biegi na sucho. Bo zimą jeździć nie można z dwóch powodów: ze strachu przed wypadkiem i wysokich kosztów.

Czekają na wiosnę

Teraz do rzeczy. Piszę o tym dlatego, że podobnie jest z dwoma ośrodkami treningowymi wybudowanymi przez miasto dla klubów piłkarskich. I Kolejarz, i Łodzianka są nowoczesne, mają po kilka boisk, ale można z nich korzystać tylko zimą, kiedy piłkarze ćwiczą na sztucznej trawie i od później wiosny do późnej jesieni na naturalnej. W Polsce rozgrywa się mecze ligowe na prawdziwej trawie, dlatego trenerzy chcą, by przynajmniej w ostatnim tzw. okresie przedstartowym ćwiczyć na takich samych nawierzchniach. Niestety, w centrach treningowych jest to niemożliwe, bo zabrakło pieniędzy na ich odpowiednie przygotowanie.

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej