Sukces ŁKS w Mielcu jest tym cenniejszy, bowiem drużyna ma spore problemy kadrowe. Szkoleniowiec nie mógł skorzystać z trzech podstawowych zawodników, a w roli dublera Michała Kołby wystąpił junior Dawid Arndt. Kapitan drużyny pokazał jednak, że jego pozycja jest niepodważalna. Gospodarze stworzyli trzy dogodne sytuacje strzeleckie, jednak łódzki bramkarz bronił bardzo pewnie i szczęśliwie.

ŁKS przespał 45 minut

Do przerwy trudno było nie odnieść wrażenia, że ełkaesiacy przede wszystkim nie chcą przegrać. Wprawdzie Moskal zapewniał, że zespół spróbuje zagrać wysokim pressingiem, ale... – Pierwsza część została przez nas przespana – oceniał trener. –

Nie wiem, może zbyt długo byliśmy w hotelu? U piłkarzy brakowało energii, złości. Za to w drugiej połowie już zagraliśmy lepiej.

Ożywił się Piotr Pyrdoł, który do przerwy był niewidoczny. Młodzieżowiec został sfaulowany, a Maksymilian Rozwandowicz wykorzystał rzut karny. Stoper ŁKS mógł podwyższyć wynik z rzutu wolnego, lecz bramkarz wybił piłkę na rzut różny.

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej