W powszechnym mniemaniu kibiców i nawet sporej grupy działaczy czterokrotny mistrz Polski powinien wygrać ligę na stojąco, bo dopinguje go 17 tys. ludzi i ma budżet na poziomie ekstraklasy.

Więcej nie znaczy lepiej

Wielokrotnie już pisałem, że gra przy wypełnionych trybunach dodaje też energii rywalom, którzy właśnie w Łodzi wznoszą się na wyżyny. A jeśli chodzi o pieniądze, to to, że jeden czy drugi zawodnik zarabia trzy razy więcej od przeciwnika z innego zespołu nie znaczy, że jest trzy razy lepszy.

Często wcale nie jest lepszy, a jedynie miał szczęście, że znalazł się przy al. Piłsudskiego w odpowiednim czasie i miał obrotnego menedżera, potrafiącego wynegocjować kontrakt, o jakich w innych klubach mogą tylko marzyć.

Nie znaczy to jednak, że zarabiając dużo, jak na drugą ligę oczywiście, od razu za piłką będzie szybciej biegał, celniej podawał i strzelał więcej goli.

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej