Mecz ŁKS z Podbeskidziem Bielsko-Biała, dwóch czołowych pierwszoligowców, zaczął się tak, jak powinien, czyli od szybkich i bardzo ciekawych akcji. Trener Kazimierz Moskal zdecydował się na wystawienie czterech pomocników, bez klasycznych skrzydłowych, i pary napastników, którą tworzyli Rafał Kujawa i bardzo dużo biegający Patryk Bryła. Niespodziewanie na ławce rezerwowych został Wojciech Łuczak, dotąd pewniak.

Początek dla gości, ale cios wyprowadził ŁKS

Jednak to goście grali bardziej agresywnie, nie pozwalając ełkaesiakom na rozgrywanie piłki. Ich akcje prawą stroną były groźne, jednak łódzcy stoperzy nie dali się zaskoczyć i nie dopuszczali rywali do strzału. Jednak Adrian Klimczak był w dużych opałach i nie radził sobie z szybkim Łukaszem Sierpiną.

ŁKS imponuje jednak wiosną wyrachowaniem. Daje się wyszaleć przeciwnikom i w pierwszej nadarzającej się okazji wyprowadza groźny cios. Tak było w Mielcu ze Stalą i w Łodzi z Garbarnią. Bielszczanie pierwsze ostrzeżenie dostali w 12. min, kiedy Patryk Bryła łatwo ograł obrońcę, płasko dośrodkował, ale przed bramką nie było Rafała Kujawy. Kolejna kontra zakończyła się już prowadzeniem: niezawodny Daniel Ramirez popisał się kapitalnym prostopadłym podaniem, a szybki Bryła wyprzedził stoperów, ominął bramkarza i spokojnie kopnął do pustej bramki.

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej