Mecz zaczął się od zimnego, a wręcz lodowatego prysznica, jaki sprawili bełchatowianom wicemistrzowie Włoch. Gospodarze nie byli w stanie przyjąć zagrywek Bruna Rezende, a jeśli już udało się podbić piłkę, to po drugiej stronie czekał blok. W sumie Cucine Lube w pierwszym secie miała pięć asów i tyle samo bloków, a PGE Skra zakończyła go ze skutecznością 32-proc., czyli niższą, niż mają zazwyczaj grające obok siatkarki Grot Budowlanych i ŁKS Commercecon.

Dominacja Włochów

Nie było żadnego elementu, w którym siatkarze z Bełchatowa dorównywaliby przeciwnikom. A przecież w listopadzie obie drużyny stoczyły wyrównany pojedynek w klubowych mistrzostwach świata. Wygrali Włosi 3:1, jednak musieli się mocno zmęczyć. Dziś, po zmianie trenera na Ferdinando de Giorgiego, grają lepiej, ale niestety PGE Skra dużo gorzej. Brak awansu do półfinału PlusLigi, po porażkach z Jastrzębskim Węglem, nie był przypadkowy.W drugim secie bełchatowianie pokazali charakter. Wciąż niezbyt radzili sobie z przyjęciem, lecz odpowiedzieli swoimi trudnymi zagrywkami. W efekcie zobaczyliśmy, że po drugiej stronie stoją też zwykli ludzie, którzy naciśnięci też niedokładnie odbierają serwy, a także zwyczajnie się mylą. Najpierw 10 tys. kibiców radowały pojedyncze akcje, jak ta, po której PGE Skra zdobyła 8. punkt po ataku Mariusza Wlazłego (71 proc. skuteczności w tej partii), a później zmniejszyła straty 20:22.

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej