Jeśli po raz pierwszy w tym sezonie na mecz ŁKS w Łodzi zabrakło biletów, to oznaczało, że dzieje się coś wyjątkowego. Po pierwsze drużyna gra wiosną jak z nut, niszcząc kolejnych rywali. Kolejny – Puszcza – był rewelacją rundy jesiennej, jednak zimą swojego najlepszego strzelca Krzysztofa Drzazgę i wygrywanie przychodzi jej trudniej – tylko raz zdobyła komplet punktów, tydzień temu pokonując Chrobrego Głogów.

Początek jak zwykle

Faworyt zaczął w takim samym składzie, jak w dwóch wcześniejszych spotkaniach, co u trenera Kazimierza Moskala nie zdarza się często. I od razu osiągnął dużą przewagę, chwilami zamykając przeciwników przed ich bramką. Długo rozgrywali piłkę, czekając na okazję do przyspieszenia. W środku tradycyjnie rządził Daniel Ramirez, obsługując kolegów dobrymi podaniami, a także sam strzelając. Brakowało niewiele, czasami kilkudziesięciu centymetrów, a poza tym dobrze bronił Miłosz Mleczko. Stuprocentowych szans jednak nie było.

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej