Bełchatowski klub rozegra w środę rewanżowy mecz z wicemistrzem Włoch, którego stawką jest awans do finału Ligi Mistrzów. Szanse ma niewielkie, bo tydzień temu przegrał w Atlas Arenie 0:3. Żeby pojechać w maju do Berlina, musi wygrać w Civitanovie 3:0 lub 3:1 i liczyć na sukces w złotym secie.

Czy to możliwe? Prezes Piechocki twierdzi, że PGE Skra nie pojechała do Włoch, żeby pożegnać się z europejskimi pucharami.

Nastawienie drużyny jest takie, że będziemy szukać swojej szansy, a potencjał pozwala nam myśleć o nawiązaniu walki z Cucine Lube – tłumaczy.

Z tym akurat nie było najlepiej przed tygodniem, bo cztery dni wcześniej zespół z Bełchatowa odpadł w ćwierćfinale PlusLigi. Efektem był fatalny początek meczu, bardzo wysoko przegrany pierwszy set i wysokie prowadzenie gości w drugim. Pomogła dopiero zmiana w szóstce i wpuszczenie na boisko Milana Katicia za Artura Szalpuka. Serb przede wszystkim poprawił przyjęcie zagrywki, z którym mistrz świata sobie nie radził, gdyż miał ponaddwumiesięczną przerwę w treningach.

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej