PGE Skra w najwyższej formie miałaby szansę nawiązać równą walkę z Cucine Lube Civitanovą, tak jak to było w klubowych mistrzostwach świata. Drugim warunkiem była słabsza dyspozycja gwiazd z przeciwnej strony. Niestety, ani w pierwszym, ani w drugim meczu żadna z tych przesłanek nie została spełniona, dlatego bełchatowianie pożegnali się z Ligą Mistrzów.

Po gładkiej porażce w Łodzi w Bełchatowie cichutko liczono, że gospodarze nie wyjdą na boisko z taką determinacją jak tydzień temu. Okazało się jednak, że trójka Kubańczyków, Brazylijczyk, Serb i Bułgar nie zamierzali stosować taryfy ulgowej. W pierwszym secie znów serwowali z taką siłą, że sztuką było samo podbicie piłki. W ataku zaś mieli aż 72-procentową skuteczność, także dlatego, że bełchatowski blok nie istniał. W drugiej partii było już ciut więcej równej gry, prawie do końcówki, w której jednak Osmany Juntorena, Leal i Robertlandy Simon, kierowani przez Bruna Rezende, pokazali swoją siłę.

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej